Rozgrywki

Polecamy:

Magazyn Trenera

Partnerzy:


Śp. Henryk Pudlis

2016-07-22 14:46:00 - admin
Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci
 
ŚP
HENRYKA PUDLISA
 
zasłużonego trenera piłki ręcznej.

Odszedł z naszego grona wspaniały człowiek, szlachetny i odważny, wybitny specjalista z zakresu piłki ręcznej cieszący się powszechnym szacunkiem wychowawca i opiekun młodzieży.
 
Do Jego wychowanek możemy zaliczyć m.in. reprezentantki kraju:
- Barbara Kreft
- Małgorzata Trafalska (Waszkiewicz)
- Halina Wensierska
- Halina Zimmermann
- Alicja Dziuba
- Elżbieta Hubert
- Barbara Kreft
Oraz wiele, wiele zawodniczek.
 
Odznaczony wieloma nagrodami resortowymi MEN, ZPRP.
 
W pracy zawodowej związany był z SP nr 50 w Gdańsku oraz ZKPiG nr 13 w Gdańsku Zaspie - jako wieloletni dyrektor.
 
W roku 1976 zdobył Mistrzostwo Polski juniorek z zespołem MKS Gdańsk.
W roku 1977 zespół MKS Gdańsk awansował do II ligi kobiet.
W roku 1978 z zespołem AZS WSWF Gdańsk awansował do ekstraklasy kobiet.
W roku 2009 uczestniczył w obchodach Złotego Jubileuszu Szkoły Podstawowej nr 50 w Gdańsku i rozegrany został mecz byłych wychowanek Henryka Pudlisa z młodzieżą SP nr 50.
 
WYRAZY GŁĘBOKIEGO WSPÓŁCZUCIA
RODZINIE ZMARŁEGO
SKŁADA
 
Zarząd Pomorskiego WZPR w Gdańsku
 
Henryk Pudlis zmarł 20.07.2016 r. Pogrzeb odbędzie się 26 lipca 2016 roku o godz. 12:30 na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku.
 
 


 
 
Pięćdziesiąt lat minęło
 
Z Henrykiem Pudlisem, wicedyrektorem Zespołu Kształcenia Podstawowego i Gimnazjalnego nr 13 na Zaspie rozmawia Tadeusz Gruchalla
- W tym roku wybiło panu półwiecze pracy zawodowej. Przerażają pana informacje o tym, że w gimnazjach dzieje się źle, szerzy się zło i przemoc? Rzeczywiście mamy do czynienia ze złem?
- U nas to jest tak w polityce, że kto dojdzie do władzy, to preferuje swoje własne zdanie bez zasięgania opinii fachowców. Nikt nas się nie pytał odnośnie planów stworzenia struktury gimnazjalnej. Uważam, że powołanie gimnazjów nie zdało egzaminu. Dzieci rozpoczynają naukę od klasy zerowej do trzeciej. W czwartej następuje zmiana wychowawcy i tylko na dwa lata. Potem znowu młodzież zmienia wychowawcę i nauczycieli także, często również szkołę. To fatalne. To przecież są dzieci. Ale wykorzystywanie dramatu z gdańskiego gimnazjum do celów politycznych i jakichkolwiek innych jest nieszczęściem. Nagłaśnianie tego przez media nie sprzyja spokojowi w szkole. Młodzież od razu to chwyta i po co?
- To co trzeba zrobić?
- Proste. Trzeba poprawić system nie tylko szkolenia nauczycieli. Gdy zniknęły licea pedagogiczne, które najlepiej wychowywały nauczycieli, trzeba było coś dać w zastępstwie. Co dano? Nic! A przychodzą ludzie do tego zawodu, nie czarujmy się, nie zawsze najlepsi. Nikt nie przyjdzie za takie pieniądze pracować w tej profesji.
- A przydałoby się więcej mężczyzn.
- Owszem, tylko ten mężczyzna który jest głową rodziny za pensję swojej rodziny nie utrzyma. Dobrze by było, gdyby przynajmniej 40 procent kadry stanowili mężczyźni. Nauczyciel nie może liczyć pieniędzy, ale musi mieć na życie.
- Nie wybrałby pan na nowo tego zawodu?
- Ja tak, ale w tych warunkach, gdy zawód nauczyciela został tak upolityczniony, pewnie zawahałbym się. Przeżyłem i komunizm i represje, ale czegoś takiego, co doświadczam w demokracji, jeszcze nie przerabiałem. Młodzież też to dostrzega. Wstydzę się, gdy minister edukacji, choć ma dużo dobrych chęci, wykorzystuje sprawy oświatowe do swoich politycznych celów. Chociażby śmierć 14-letniej gdańskiej gimnazjalistki. Uczniowie rozmawiają ze mną o tym, co się wydarzyło. W naszej szkole nie ma zezwierzęceń, a gimnazjaliści, choć trudni, są kochanymi uczniami. Trzeba w nich wierzyć, być blisko nich i ich spraw. A co tu zawinił kurator oświaty, że trzeba go odwołać?
- A gdzie są rodzice?
- Tu też są tacy, którzy doskonale współpracują ze szkołą, ale wielu niestety nie interesuje się losem swojego dziecka. Przychodzą dopiero wtedy, gdy z naszej szkoły bije już alarm. Ale i wtedy pretensje mają nie do siebie samych, lecz do szkoły. Wychować można, proszę wierzyć, trzeba tylko dzieciom dać od siebie trochę serca i kochać dzieci. Dzieci nie są złe, a przypadki incydentalne zdarzały się jak świat światem. Podstawą wychowania musi być jednak współpraca rodziców i szkoły. Musi być to jedność.
- Dzieci nie są takie złe, jak je malują?
- Jest dużo w tym przesady. Walczymy z wulgaryzmem u dzieci. Bierze się on z domu, z ulicy, na pewno nie ze szkoły. Gdy rodzicowi zwróciłem uwagę, że jego dziecko jest wulgarne, usłyszałem: "panie dyrektorze, czym się pan zajmuje, ja w domu też nieraz na żonę huknę!". No i o czym mam z takim ojcem rozmawiać? Staram się więc sam wychować jego dziecko, jak tylko umiem najlepiej, choć nie wiem, czy jego ojciec sobie tego życzy. Na pewno główną przyczyną utraty autorytetu przez nauczyciela jest nierównowaga praw. Uczeń ma ich więcej, niż nauczyciel. I to, co także złe - tworzenie planów. A my powinniśmy najpierw nauczać, a później pisać plany. Takiej biurokracji polskie szkoły nigdy nie przerabiały.
- Z czego czerpie pan radość w swojej pracy? Uczy pan i wychowuje od pół wieku.
- Pięćdziesiąt lat minęło jak jeden dzień. Sport ma to do siebie, że nie łączy się z polityką. Ale cenię najbardziej widoczny efekt mojej pracy - wychowanków, którzy coś w życiu osiągnęli, poukładali sobie życie, dobrze wychowują swoje dzieci. Ale cieszy i raduje też, gdy uczeń, w stosunku do którego trudno było dobrze rokować, znalazł pracę, prowadzi normalny, spokojny tryb życia, założył rodzinę i jest zaradny. To moje radość na pięćdziesięciolecie.
- A władze nie zauważyły jubileuszu?
- Owszem, otrzymałem nagrodę prezydenta miasta Gdańska. Ale cenię najbardziej szczerą radość i uśmiech dzieci. Cieszę się, że jeszcze potrafię pomóc. Jeżeli one tylko chcą, we mnie zyskają sprzymierzeńca. Nawet największego rozrabiaki nie pozwolę skrzywdzić, co nie znaczy, że w nagrodę go pogłaszczę po głowie.
- Dziękuje za rozmowę.
    © Pomorski Wojewódzki Związek Piłki Ręcznej - PWZPR - PomorskiWZPR.pl